Środek „Red State” wypełniają sceny rodem z Tarantino, czy też policyjno-psychologicznych kryminałów, jednak tak mocno przesiąknięte są grozą, że zamiast oswajać przemoc na potrzeby scenariusza, urealniają ją, wzbudzając niepokój. Smith pokazuje zło, którego nie da się polubić i robi to z czysto moralnych pobudek. Konsekwencje takiego podejścia są widoczne - scenom strzelanin momentami brakuje polotu, całej historii natomiast daleko do równowagi. Jednak reżyser kultowego „Clerks” wynagradza nam to w końcówce, podniośle cynicznej, budzącej wspomnienia wcześniejszej „Dogmy”, ale już nie tak umownej. Chaos, zabici, degradacja i zdezorientowanie; to hasła finału, rysującego pełne spektrum anomii, w którą zaangażowali się bohaterowie. Smith każe ich wszystkich, zamiast mściwego Boga, bo świat, który pokazuje jest w całości bezbożny.
Hmm, jeśli traktować ten film na poważnie, to ocena chyba rzeczywiście musi być niska. Ale dla mnie to jest mało poważne dzieło, wyraźnie pastiszowe; na kazaniu pastora bawiłem się znakomicie. Swoją drogą ciekawe, kto rozpoznał w nim Jeana Renault z "Miasteczka Twin Peaks"?
ghostofdaniel
napisał(a) o Czerwony stan (6)
Środek „Red State” wypełniają sceny rodem z Tarantino, czy też policyjno-psychologicznych kryminałów, jednak tak mocno przesiąknięte są grozą, że zamiast oswajać przemoc na potrzeby scenariusza, urealniają ją, wzbudzając niepokój. Smith pokazuje zło, którego nie da się polubić i robi to z czysto moralnych pobudek. Konsekwencje takiego podejścia są widoczne - scenom strzelanin momentami brakuje polotu, całej historii natomiast daleko do równowagi. Jednak reżyser kultowego „Clerks” wynagradza nam to w końcówce, podniośle cynicznej, budzącej wspomnienia wcześniejszej „Dogmy”, ale już nie tak umownej. Chaos, zabici, degradacja i zdezorientowanie; to hasła finału, rysującego pełne spektrum anomii, w którą zaangażowali się bohaterowie. Smith każe ich wszystkich, zamiast mściwego Boga, bo świat, który pokazuje jest w całości bezbożny.
doktor_pueblo
Hmm, jeśli traktować ten film na poważnie, to ocena chyba rzeczywiście musi być niska. Ale dla mnie to jest mało poważne dzieło, wyraźnie pastiszowe; na kazaniu pastora bawiłem się znakomicie. Swoją drogą ciekawe, kto rozpoznał w nim Jeana Renault z "Miasteczka Twin Peaks"?
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook